Athelas - Królewskie Ziele
FAQ
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Zaloguj
Profil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Szukaj
Forum Athelas - Królewskie Ziele Strona Główna
->
Sztuka
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Treść wiadomości
Emotikony
Więcej Ikon
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańćzowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
Zamknij Tagi
Opcje
HTML:
TAK
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz HTML w tym poście
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Kod potwierdzający: *
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Skocz do:
Wybierz forum
Regulamin
----------------
Regulamin forum
Fantastyka
----------------
Świat Tolkiena
Harry Potter
Sapkowski
Eragon
Gry Bitewne
Władca Pierścieni
----------------
Zasady
Minas Morgul
Dział Wypraw
Faerun
----------------
Twierdza Czarnego Serca
Zew Cthulhu
----------------
Mroczne Zakątki Świata
Hyde park
----------------
Forum Romanum
Muzyka
Organizacja
Sztuka
Gry
Literatura
Senat Serafów
Przegląd tematu
Autor
Wiadomość
Marik
Wysłany: Nie 19:18, 09 Lis 2008
Temat postu:
Ciekawa tworczosc powiem
*schattenreich
Wysłany: Czw 23:06, 21 Lut 2008
Temat postu:
Przypadkowe, ale jakże bliskie temu, co mi się gdzieś tam z głębi duszy wyrywa na wolność. Nadzieja. Hm. Widzę, że nie tylko ja do tego dorabiam pseudo - filozofie;)
Tak czy owak, rzecz ciekawa. Chwalę twórczość i zachęcam do rozwijania wątku
Administrator
Wysłany: Czw 22:44, 21 Lut 2008
Temat postu: Droga
Dzisiaj na fizyce wymyśliłem takie pseudo filozoficzne opowiadanko. Taka z tego sztuka jak z Jarka koszykarz ale chyba tu pasuje najbardziej. Ciekaw jestem waszej opinii
Droga
Szedłem ścieżką już dosyć długo, co jakiś czas obracałem się i spoglądałem na przebytą drogę, nie była zachwycająca ale trudno, mam ją już za sobą. Denerwuje mnie ta ścieżka, czasem jest szeroka i wygodna, idzie się wtedy bardzo przyjemnie, często się uśmiecham choć nawet nie wiem dlaczego, podejrzewam jednak że to z powodu rzadkości tej sytuacji, przyzwyczajony jestem bowiem do powolnego i męczącego marszu po wertepach, wąską krętą ścieżynką, mocno kamienistą, niekiedynawet prowadzącą przez góry, istna masakra. Niestety jednak choć bardzo chcę nie mogę się zatrzymać, nie potrafię, jakaś zewnętrzna siła pcha mnie naprzód, a skoro pcha to mogłaby przynajmniej powiedzieć dokąd, ale skąd. Widoczność sięga ledwo kilku metrów, dalej drogę spowija mleczno biała mgła, potwornie gęsta. Co ciekawe za mną jej nie ma, chyba że bardzo daleko, u samego źródła. Co jeszcze ciekawsze, to fakt że nigdy nie udało mi się w ową mgłę wejść, mimo że jest tak blisko zawsze przesuwa się razem ze mną, sprawia to że czuję się jak osioł podążający za marchewką. Po bokach biegną inne ścieżki, raz szersze raz węższe, żadna nowość. Zdarza się że biegną bardzo blisko mojej, niektóre niemal się z nią zrównują, jest kilka takich ścieżek, na każdej inny człowiek, towarzyszą mi od lat i nie wyobrażam sobie sytuacji w której ich drogi skręciłyby nagle w mgłę. To bardzo przyjemne uczucie, sprawia że nie szukam rozpaczliwie końca tej przeklętej drogi, co więcej sprawia nawet że nie jest przeklęta. Nie tak dawno temu kiedy krajobraz wokół zaczął się zmieniać, ujrzałem mnóstwo nowych twarzy, wszystkie jednak zbliżyły się trochę po czym odeszły w ciemność. Prócz jednej. Była to twarz młodej kobiety, kiedy dostrzegłem ją na horyzoncie poczułem w głębi duszy że muszę zobaczyć ją z bliska, zaintrygowała mnie choć oczywiście nie wiedziałem dlaczego, ale to normalne, „dla Ciebie pytania, dla mnie odpowiedzi”, to zdanie brzmiało w moim umyśle za każdym razem gdy się nad czymś zastanawiałem. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu i jeszcze większej radości, jej ścieżka, nawiasem mówiąc wąska na pół metra, wyglądająca jakby jakiś demon niszczył ją regularnie, prowadziła w moim kierunku. Ruszyłem raźniej przed siebie a kiedy była już blisko zobaczyłem że idzie bardzo powoli, lekko utykając, trochę mnie to zmartwiło, ale pomachałem dłonią w jej kierunku i przywołując na twarzy uśmiech zapytałem jak się ma. Odpowiedziała mi jedynie słabym uśmiechem i przecięła moją ścieżkę, nie zatrzymała się jednak, nie skręciła jak się spodziewałem ale podążała dalej. Kiedy dotarła do mojego sąsiada, ku mojemu zdziwieniu, ale też jakiejś nikłej tłamszonej radości, wkroczyła na jego drogę i ruszyła razem z nim. Byłem zły, bardzo zły, a raczej chciałem być zły, chciałem złością zakryć smutek, zacząłem biec, prosto przed siebie, goniąc wciąż nieuchwytną mgłę. Biegłem długo, nie męczyłem się, przynajmniej w sensie fizycznym, bo mój umysł był bardzo zmęczony, chciałem w końcu skończyć z tą parszywą ścieżką, niewygodną, pełną bólu, rozpaczy i ciągłych zawodów. Przyspieszyłem. Byłem już tak rozkosznie blisko, czułem to każdą cząstką swojej udręczonej duszy, jeszcze tylko trochę i odzyskam spokój. Kiedy byłem już niemal u celu spojrzałem w bok, ujrzałem swojego drugiego sąsiada, mimo tego że biegłem bez chwili przerwy on wciąż trwał przy mnie, był tak daleko i jednocześnie niesamowicie wręcz blisko. Zwolniłem. Zmieniłem nieco tok myślenia, nie było to proste ale udało się, zrozumiałem że jeszcze nie czas, że i do mnie to przyjdzie, nie wiadomo kiedy ale wiadomo że przyjdzie. Kiedy to sobie uświadomiłem zwolniłem zupełnie, a to jeszcze przed chwilą dominujące uczucie bliskości końca odpłynęło, zastąpiła je radość, i przede wszystkim nadzieja. Od tego dnia żywiłem się głównie nadzieją, bo co zrozumiałem lata później, nic innego mi nie pozostało. Tą kobietę wciąż widzę na horyzoncie, cieszę się bo jest uśmiechnięta i wyprostowana, już nie utyka, ale idzie pewnym dostojnym krokiem, i choć to dla mnie dziwne, moim głównym źródłem radości jest właśnie jej szczęście.
Lata później szedłem dalej tą samą drogą. Zmieniło się wszystko prócz niej. Moje włosy przybrały siwą barwę, twarz pokryła się głębokimi zmarszczkami, dłonie upstrzone były plamami wątrobowymi, krajobraz również uległ zmianie, w zasięgu mojego wzroku nie było już nikogo, żadna ścieżka nie przecięła mej drogi, tylko daleko na horyzoncie majaczyły jeszcze jakieś zdeformowane umysłem starca cienie. Wokół trwała pustynia, nieprzyjazna i smutna. A ja wciąż żywiłem się jedynym pokarmem jaki był mi dany, nadzieją. Niestety im więcej czasu upływało tym bardziej bladła aż w końcu znikła zupełnie. Wtedy z całą stanowczością postanowiłem że nadszedł czas, szedłem tą drogą tyle długich lat, nieustępliwie prąc naprzód, cierpliwie czekając i nie zadając pytań. Nie doczekałem się. W chwili obecnej widziałem tylko jedno wyjście. Przyspieszyłem nieco ale nie musiałem biec, byłem wystarczająco blisko, wokół zaczęło się pojawiać wiele rozmaitych dróg z rozmaitymi ludźmi, widok zapomniany od bardzo długiego czasu, wszystkie zmierzały w tym samym kierunku co ja. Przez chwilę obserwowałem swoich nowych sąsiadów, dostrzegłem kobietę z zaciętą miną, powoli lecz stanowczo idącą naprzód, dalej dostrzegłem starca, był przerażony, kurczowo trzymał się głazu na swojej ścieżce z nadzieją że to go zatrzyma. Stary dureń. Nie istnieje nic takiego, a zresztą na co to komu. Z drugiej strony szła kobieta, niespełna 30 letnia, z małym dzieckiem na rękach, nie wiedziałem czy mu współczuć jak nakazywały mi wpojone normy moralne czy zazdrościć jak podpowiadało serce. To dziecko nigdy nie zazna cierpienia i smutku, na niczym się nie zawiedzie i niczego nie straci. Piękna perspektywa. A jednak, coś wewnątrz skierowało moją szwankującą pamięć na kobietę spotkaną przed laty, była szczęśliwa, a i tego to dziecko już nie zazna. To wspomnienie szybko jednak się rozwiało kiedy zobaczyłem że z mgły wyłoniły się czarne, spowite mrokiem góry, droga którą szedłem tyle czasu, jak i drogi wszystkich innych ludzi wokół nikneły w wejściu do kotliny wśród nich. Mimo że była tak blisko wciąż nie widziałem co skrywa, panowała tam ciemność, tak gęsta że mgła którą goniłem całe życie wydała mi się całkiem przejrzysta. Ale było coś jeszcze, rozkoszna cisza i spokój, słowem nie było nic. Przyspieszyłem, już tylko kilka metrów dzieliło mnie od ściany mroku, ludzie wokół oglądali się za siebie, wspominali początki drogi u jej kresu. Ja nie obróciłem się, nie miałem do czego, przed samym wejściem przywołałem w pamięci jej uśmiechniętą twarz i zrobiłem ostatni krok.
Koniec
Wszelkie podobieństwa do prawdziwych postaci i zdarzeń są tu przypadkowe
Powiększyłem trochę czcionkę żeby się łatwiej czytało
fora.pl
- załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Elveron phpBB theme/template by
Ulf Frisk
and
Michael Schaeffer
Copyright Š Ulf Frisk, Michael Schaeffer 2004
Powered by
phpBB
© 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin